POLSKIE PORTSMOUTH.

W styczniu 1833 roku przez Kanał La Manche przepływał pruski okręt Marianne. Na jego pokładzie znajdowało się 212 polskich żołnierzy – powstańców listopadowych, których władze Królestwa Prus wygnały z ojczystej ziemi. Statek wypłynął z Gdańska i kierował się na zachód, jego celem była Ameryka. Jednak ze względu na niesprzyjające warunki pogodowe – ostry zimowy sztorm – kapitan okrętu zdecydował się poszukać schronienia i ostatecznie podjął decyzję, by zacumować w angielskiej miejscowości Portsmouth.

Dopiero w kolejnym miesiącu lokalna prasa zainteresowała się losem Marianne. Do tego momentu okręt przebywał w porcie już pięć tygodni i atmosfera pomiędzy pruską załogą a polskimi „pasażerami” była, delikatnie mówiąc, napięta. W międzyczasie poprawiły się warunki pogodowe, statek został wyremontowany i był gotowy do dalszej podróży.

Kotwica już miała zostać podniesiona, gdy niespodziewanie polscy żołnierze przejęli okręt. Ich zachowanie było, według słów pruskiego kapitana, gwałtowne i agresywne, dlatego też w obawie o własne życie zmuszony został prosić Władze Cywilne o pomoc. Ta wersja zdarzeń została jednak zakwestionowana przez Polaków, którzy zarzucili pruskim agentom, iż celowo usunęli z okrętu jedzenie i wodę by w ten sposób wywrzeć presję na „pasażerac h” i zmusić ich do dalszej podróży do Ameryki. Ostatecznie pod naciskiem władz Portsmouth stronom udało się uzyskać względne porozumienie – 14 lutego polscy żołnierze opuścili pokład Marianne i zostali przeniesieni do kwater na lądzie.

J.M.W. Turner, ‘Gosport: The Entrance to Portsmouth Harbour, c. 1829’, Portsmouth Museum, UK, Bridgeman Images.
J.M.W. Turner, ‘Gosport: The Entrance to Portsmouth Harbour, c. 1829’, Portsmouth Museum, UK, Bridgeman Images.

„Nie sposób nie przecenić wysiłków obywateli tej nadmorskiej miejscowości.”

Robert Cutlar Fergusson

Sytuacja powstańców nie wyglądała jednak najlepiej. Znaleźli się w obcym kraju, bez jedzenia, bez jakichkolwiek środków do życia, bez żadnej gwarancji na azyl polityczny. Nie mieli najmniejszego pojęcia o Anglii, nie znali języka. W rzeczy samej wielu z nich nie potrafiło nawet czytać i pisać po polsku. Status prawny wygnańców był nieuregulowany i lokalne władze rozważały różne warianty repatriacji niespodziewanych gości.

Niemniej jednak Polacy zostali ciepło przyjęci przez tubylców. W raporcie datowanym na pierwsze dni marca 1834 roku można przeczytać, że znaczna część mieszkańców Portsmouth potraktowała uchodźców gościnnie; lokalni codziennie odwiedzali żołnierzy, pocieszali ich, dodawali otuchy i próbowali załagodzić trudną sytuację, w jakiej znaleźli się powstańcy. Dodatkowo Polakom zapewniono wsparcie dzięki spontanicznie zaaranżowanej działalności charytatywnej. 7 marca w pubie „Rainbow Tavern” na placu Św. Jerzego odbył się koncert na rzecz uchodźców, w trakcie którego lokalny komik Mr Woolfe wykonał „porywające skecze i pieśni o charakterze patriotycznym”. Widownia doceniła wysoki standard tego wydarzenia i wynagrodziła występ artysty owacjami na stojąco. Dwaj polscy żołnierze, którzy byli obecni na koncercie, dopełnili program wieczoru polskimi pieśniami, później zaś (przy pomocy tłumacza) podziękowali zebranym za otrzymane wsparcie1 .

W międzyczasie Stowarzyszenie Kryminalistyki, znana powszechnie grupa, która ośmieszała procesy sądowe, zorganizowała zbiórkę funduszy – wzięło w niej udział ponad pięćset osób. Stowarzyszenie otrzymało pomoc lokalnej firmy gazowej (w trakcie koncertów na rzecz Polaków zapewniła oświetlenie); działalność charytatywną wsparła drukarnia pokrywając wydruk biletów, zaś niektórzy pracownicy (portier i trębacz) zrzekli się wynagrodzenia. Polski koncert zorganizowany w Sali Konferencyjnej2 przyciągnął jeszcze większe audytorium, dzięki czemu udało się zebrać ponad 60 funtów (co obecnie wynosi ponad 4000 funtów). Podobne wydarzenia były później organizowane także przez Stowarzyszenie Chóralne oraz miejskie teatry. Poważani mieszkańcy Portsmouth, przedstawiciele elity tego miasta, również przekazali datki na rzecz powstańców: parlamentarzysta J.B. Carter ofiarował 5 funtów i 5 szylingów, Wielebny R.B. Sibthorpe – 5 funtów, Lady M.E. Lindsey – 3 funty. Ich śladem poszli także inni obywatele. Polscy żołnierze otrzymali ponadto anonimową darowiznę w wysokości 25 funtów, darczyńca podpisał się jako “przyjaciel Polski”. Warto wspomnieć, że w działalność charytatywną zaangażowali się także uczniowie lokalnych szkół, dzięki wspólnej pracy czterech placówek na początku marca 1834 roku udało się zgromadzić 14 funtów i 7 szylingów (co dzisiaj wynosi około 1000 funtów). Polacy mogli liczyć nie tylko na wsparcie lokalnej ludności, ale także na pomoc ze strony brytyjskiego rządu. W czerwcu 1834 roku Parlament przekazał na rzecz uchodźców 10 000 funtów i w kolejnym miesiącu żołnierze zostali przeniesieni do tymczasowych kwater w poszpitalnym budynku Old Garrison Hospital w Portsea.

„Sława imienia twego aż do nas dolata,

A dźwięk jego tak wzniosły jest i tak wspaniały.”

John Keats, ‘To Kosciusko’ (1816)

Spontaniczne i szczere wsparcie udzielone Polakom przez mieszkańców Portsmouth nie pozostało niezauważone. Polityk Lord Dudley Stuart w trakcie „Zebrania na rzecz pomocy uchodźcom”, które odbyło się w Londynie, pochwalił mieszkańców Portsmouth i okolic za wykonanie tak dobrej pracy, zgromadzeni na sali ludzie również byli pełni podziwu. Inny uczestnik wspomnianego zgromadzenia, parlamentarzysta Robert Cutlar Fergusson, zauważył, iż nie sposób nie przecenić wysiłków obywateli tej nadmorskiej miejscowości.

Opisane wyżej wydarzenia każą zrewidować na nowo stosunki angielsko-polskie w XIX wieku. Rodzą się liczne pytania na temat tych relacji, przede wszystkim zaś warto zastanowić się, dlaczego mieszkańcy prowincjonalnego angielskiego miasta spontanicznie pomogli uchodźcom z odległego europejskiego państwa? Wszak do końca XVIII wieku Brytyjczycy wykazywali znikome zainteresowanie Polską. Tematy związane z tym krajem były poruszane rzadko, o Polsce dyskutowano zazwyczaj w kontekście ekscentrycznej, w oczach Brytyjczyków, zasady liberum veto. Można więc powiedzieć, że opinie na temat Polaków były raczej krytyczne i bazowały na porównaniu brytyjskiego postępu i polskiego zacofania. Jednakże wydarzenia polityczne z końca XVIII wieku (kolejne rozbiory, których ofiarą padła osłabiona wewnętrznie Polska) zmieniły sposób, w jaki postrzegano kraj poza jego granicami. Zniesienie z mapy Europy państwa, istniejącego ponad 1200 lat, było szeroko omawiane w brytyjskiej prasie, dziennikarze szczegółowo opisywali kolejne próby przeciwstawienia się zaborcom i przywrócenia Polsce niepodległości. Nazwisko Tadeusza Kościuszki, lidera heroicznego, choć zakończonego porażką powstania, szybko stało się powszechnie znane w Wielkiej Brytanii. Jego odwagę opiewali angielscy poeci (Samuel Taylor Coleridge, John Keats i Lord Byron), postać polskiego przywódcy, który w 1796 roku przebywał w Anglii, stała się inspiracją dla sławnego malarza Benjamin’a West’a, twórcy portretu „Generał Tadeusz Kościuszko”. Losy generała posłużyły także jako kanwa dla niezwykle popularnej powieści Thaddeus of Warsaw, autorstwa szkockiej pisarki Jane Porter.

„Za niepodległość odebraną Polsce podstępem, która może zostać przywrócona dzięki waleczności obywateli i przypieczętowana wolnością.”

Toast wzniesiony w pubie „Crown and Anchor”

Powstanie Listopadowe oraz następująca po nim wojna polsko-rosyjska przyniosły Polsce jeszcze większy rozgłos. Brytyjczycy w większości opowiadali się po stronie uciemiężonego kraju, zaś krytycznie odnosili się do zaborców i polityki cara Mikołaja I. Zarówno lokalna, jak i krajowa prasa dokładnie relacjonowały przebieg wojny z lat 1830-1831, zaś zainteresowani mogli poznać historię Polski dzięki serii krótkich publikacji. W Anglii zostały także powołane do życia dwa czasopisma3 – Polonia i The Hull Polish Record – skoncentrowane na wydarzeniach politycznych rozgrywających się w Polsce. Warto wspomnieć, że właśnie w 1830 roku przekładu na angielski doczekała się twórczość Adama Mickiewicza. Walka Polaków w słusznej sprawie, ich odwaga, stały się także tematem wielu oficjalnych wydarzeń. W trakcie spotkania w Blackfiars, które odbyło się w styczniu 1831 roku, waleczni powstańcy zostali nazwani „awangardą bohaterów o Wolność”. W marcu na oficjalnej kolacji w pubie „Crown and Anchor” zgromadzeni wznieśli toast za „Niepodległość odebraną Polsce podstępem”, która jednak „może zostać przywrócona dzięki waleczności obywateli i przypieczętowana wolnością”.10

Opisywane wydarzenia – rozbiory, kolejne powstania, oraz poświęcone im spotkania i publikacje – zmieniły diametralnie stosunek Brytyjczyków do Polaków. Polityk Dudley Stuart, przemawiający w 1848 roku, doszedł do wniosku, iż, o ile w latach 20 XIX wieku Anglicy mieli nikłe pojęcie na temat Polski, to na początku kolejnego dziesięciolecia sytuacja polityczna tego kraju nie była już im obca, co więcej walczący o niepodległość mogli liczyć na zrozumienie i współczucie Anglosasów. Należy jednak podkreślić, iż zainteresowanie Polską w Wielkiej Brytanii nie przerodziło się w bezpośrednie działanie mające na cele przywrócenie krajowi niepodległość. Jednak, gdy zimą 1834 roku grupa Polaków została wyrzucona na brzeg Anglii, mieszkańcy Portsmouth mieli już wyrobioną opinię na temat powstańców i sprawy, za którą uchodźcy gotowi byli oddać życie. Żołnierze walczyli w Powstaniu Listopadowym przeciwko Rosji, następnie uciekając przed wojskami carskimi znaleźli się na terenie Prus i zatrzymani przez miejscowe władze lata niewoli w pruskich twierdzach. Nie byli już anonimowymi uchodźcami z odległego kraju, lecz ofiarami tyrani trzech zaborców – Rosji, Prus i Austrii – oraz strażnikami takich wartości, jak odwaga i wolność, z którymi utożsamiali się także Brytyjczycy.

Benjamin West, ‘General Thaddeus Kosciusko, 1797’, Allen Memorial Art Museum, Ohio, USA / R.T. Miller, Jr. Fund / Bridgeman Images.
Benjamin West, ‘General Thaddeus Kosciusko, 1797’, Allen Memorial Art Museum, Ohio, USA / R.T. Miller, Jr. Fund / Bridgeman Images.

Kolejne lata spędzone w Portsmouth udowodniły, że Polacy wciąż mogli liczyć na sympatię i zainteresowanie lokalnych mieszkańców. W 1835 roku na pogrzebie jednego z uchodźców (w prasie wymienionym jako „Józef Marrejouski”) byli obecni nie tylko wszyscy jego kompani, ale także miejscowi dżentelmeni. Podczas ceremonii zagrała orkiestra Royal Marine Band, zaś w raporcie zamieszczonym w czasopiśmie pt. Hampshire Advertiser można przeczytać, iż ostatnie pożegnanie Marrejouwskiego wywarło głębokie wrażenie na obecnych. W grudniu tego samego roku uroczystość poświęconą rocznicy Powstania Listopadowego uświetnili swą obecnością przedstawiciele szanowanych rodzin oraz wielu poważanych mieszkańców Portsmouth. Rocznicę w Polskich Koszarach obchodzono z pompą, była muzyka, śpiew, tańce. Wspomniany już wcześniej Mr Woolfe (ten sam, który w 1834 roku trakcie koncertu charytatywnego na rzecz uchodźców wykonywał pieśni patriotyczne) specjalnie na tę okazję napisał nową przyśpiewkę, zatytułowaną „Wolność rycerzom Polski”.

Niestety pomimo tego, jakby nie było, ogromnego wsparcia, dalsze relacje angielskopolskie nie przebiegały już tak bezproblemowo. Na ironię większość kłopotów, z którymi borykali się emigranci, wynikała z tego, iż ich sprawa traktowana była niezwykle poważnie. Od połowy lat trzydziestych XIX wieku w prasie zaczęły pojawiać się wzmianki o „fałszywych” polskich patriotach – oszustach podających się za uchodźców z Polaki. Jednym z nich był niejaki Kapitan Gordolphi, ze względu na swą „działalność” nazywany „Biegunem Magnetycznym”. Ów charyzmatyczny osobnik niczym magnes przyciągał do siebie ludzi, żerował na ich litości i wyłudzał pieniądze. Dzięki fałszywym dokumentom (paszportowi i certyfikatom) podawał się za polskiego emigranta i oszukiwał w ten sposób mieszkańców Glasgow. Na szczęście policja ukróciła jego aktywność. Obecność podobnych uzurpatorów zaniepokoiła Polaków z Portsmouth; najwyższy rangą oficer, Kapitan Stawiarski, uznał za stosowne napisać do lokalnej gazety kilka słów wyjaśnienia. Na łamach czasopisma Hampshire Telegraph   (wydanie z maja 1842), podkreślił, iż Polacy przebywający w Wielkiej Brytanii otrzymali zasiłek od rządu za swoje dobre postępowanie, zaś ci, którzy ubiegają się o jakąkolwiek pomoc „z ulicy”, są zwykłymi oszustami.

Powodem innych problemów, z którymi borykali się miejscowi, była bezkarność Polaków. W marcu 1835 doszło do bijatyki pomiędzy powstańcami mieszkającymi w kwaterach w Garrison Hospital, w trakcie której jeden z żołnierzy został zaatakowany przez „grupę liczącą sześć czy nawet osiem osób”. Sprawa ta trafiła do sądu rejonowego, jednakże została umorzona z powodu braku kompetentnego tłumacza, żołnierze zaś otrzymali jedynie ostrzeżenie. Półtora roku później jeden z uchodźców, Joseph Rożański, został aresztowany pod zarzutem napastowania mieszkanki Porthsmouth, niejakiej Ann Newberry. Do głównego oskarżenia dołączono kolejne – atak na policjantów, co znacznie pogorszyło jego sytuację. Funkcjonariusze, którzy przybyli do kwater Polaków z nakazem aresztowania Rożańskiego, spotkali się z brutalnym oporem kamratów oskarżonego, którzy starali się wyrwać przestępcę z rąk przedstawicieli prawa. Jednakże podczas procesu sądowego napastników uniewinniono, Rożańskiego zaś skazano jedynie na sześć dni więzienia. Nic zatem dziwnego, że opisywany incydent wywołał burzliwą dyskusję w lokalnej prasie. Jeden z korespondentów napisał, że sprawa Rożańskiego i jego kamratów okrywa hańbą kraj, który „finansuje nocne bijatyki i pijaństwo”, podczas gdy „angielscy robotnicy pracą w pocie czoła nie są w stanie zapewnić sobie środków do życia”. W Hampshire Telegraph tymczasem można było przeczytać, że polscy żołnierze skompromitowali się przed sąsiadami i przynieśli wstyd swoim towarzyszom.

Polish Memorial, Kingston Cemetery, Portsmouth. This memorial to the 212 soldiers who landed in Portsmouth in 1834 was completed in 2004. Pomnik Powstańców Listopadowych, którzy w 1834 roku przybyli do Portsmouth, został ukończony w 2004 roku.
Polish Memorial, Kingston Cemetery, Portsmouth. This memorial to the 212 soldiers who landed in Portsmouth in 1834 was completed in 2004.

Pomnik Powstańców Listopadowych, którzy w 1834 roku przybyli do Portsmouth, został ukończony w 2004 roku.

W latach czterdziestych XIX wieku, okresie politycznego niepokoju, kiedy to Wielka Brytania borykała się z problemami bezrobocia i niskich zarobków, znacznie nasiliły się ataki na Polaków. Autorem najbardziej zjadliwych uwag w kierunku uchodźców był szkocki polityk, Hrabia Eglinton. W trakcie swojego przemówienia przed Izbą Lordów zwrócił uwagę słuchaczy na olbrzymi rachunek za usługi medyczne, który zrujnował finansowo szpitale w Londynie i Portsmouth. Hrabia niezbyt subtelnie zauważył, iż za tą kwotą stoi epidemia syfilisu panująca wśród emigrantów z Polski. Po tym stwierdzeniu przemówienie Eglintona rozwinęło się w pełen gniewu atak na polską diasporę. Zdaniem hrabiego owi – jak ich okreśił – “bezkarni awanturnicy” siali zamęt i ferment wszędzie, gdziekolwiek by się nie pojawili. „Czy słusznym wydaje się dalsze finansowanie tej grupy awanturników, podczas gdy budżet Wielkiej Brytanii znajduje się w opłakanym stanie, ludzie zaś głodują?” – pytał się retorycznie. Ostatecznie zarzuty Eglintona okazały się bezpodstawne; przeprowadzone dochodzenie wykazało, iż na przestrzeni ostatnich lat wśród polskiej społeczności był tylko jeden przypadek choroby wenerycznej. W obronie Polaków stanął Markiz Lonsdowne, który podsumowując ustalone przez siebie fakty, stwierdził – wśród okrzyków aprobaty ze strony lordów – że jest zadowolony z postawy i zachowania polskich uchodźców.

„Ojczyzna nasza to jest Lud polski, zawsze była odłączona od ojczyzny szlachty.”

Manifest „Ludu Polskiego”

Jednakże zarzuty jakoby Polacy byli zaangażowani w wywrotową działalność polityczną okazały się trudniejsze do obalenia. W rzeczy samej były one prawdziwe. Powstańcy, zaraz po przybyciu do Portsmouth, nawiązali kontakty z polskimi emigrantami – monarchistami, liberałami i socjalistami – którzy działali aktywnie w Anglii i dążyli do realizacji ich własnej wizji „wolnej” Polski. Ostatecznie ta właśnie grupa uzyskała największe poparcie wśród polskiej diaspory i w listopadzie 1835 roku żołnierze założyli polityczną organizację – Gromadę Lud Polski – i wystąpili z radykalnym manifestem.

Centralnym punktem tego dokumentu była krytyka szlachty i jej roli w dziejach Polski. „Ojczyzna nasza – głosił manifest – to jest Lud polski, zawsze była odłączona od ojczyzny szlachty; i jeżeli było jakie zetknięcie pomiędzy krajem szlachty polskiej,a krajem ludu polskiego, miało one niezaprzeczone podobieństwo styczności jaka zachodzi pomiędzy zabójca a ofiarą. Morze krwi na całym świecie rozgranicza szlachtę od ludu”. Jedynym wyjściem z tej sytuacji była krwawa rewolucja, dzięki której odrzucony zostanie stary porządek, a zastąpi go system oparty na własności zbiorowej bazującej na zasobach narodowych. Wstępny dokument został podpisany przez 133 polskich żołnierzy, którzy nazwali się „Komuną Grudziąż”; określenie to pochodzi od nazwy miasta Grudziąż – tam powstańcy byli więzieni przez pruskie władze przed przybyciem do Anglii. Istniała także inna organizacja polityczna o nazwie Lud Polski; została ona utworzona po raz pierwszy na wyspie Jersey, gdzie osiedli wiodący przedstawiciele polskiej elity intelektualnej.

Kolejna podobna komun działała także w Londynie. Grupa z Portsmouth dorobiła się sporego wydania polemik, wchodzących w skład korespondencji z komuną londyńską i z wyspy Jersey, a także z radykalnymi organizacjami i politycznymi liderami z całej Europy. Mimo, iż początkowo Polacy niechętnie angażowali się w brytyjskie dyskusje polityczne, od 1840 roku zaczęli brać aktywny udział w życiu publicznym kraju ich zesłania. Kulminacja tegoż nastąpiła w liście wysłanym do gazety The Northen Star, związanej z ruchem Czartystów, opublikowanym w listopadzie 18414 . We wspomnianym piśmie przedstawiciele Ludu Polskiego krytycznie odnieśli się do traktatu, jaki Wielka Brytania zawarła z Rosją, Prusami i Austrią; zachęcali także obywateli Anglii do wzięcia udziału w obchodach rocznicy Powstania Listopadowego5 . Powstanie, jak pisali w liście, tyczyło się nie tylko Polski. Przeciwnie, w ich oczach było wydarzeniem, które przyczyniło się rozproszenia wolnych ludzi (t. j. Polaków, którzy wzięli w nim udział) pomiędzy uciskanymi nacjami z całego świata. Powstanie „dzięki boskiej opatrzności stało się narzędziem pozwalającym na zjednoczenie wszystkich uciskanych nacji na świecie”, co więcej, „zapoczątkowało powszechny ruch narodowowyzwoleńczy”. Gromada Ruch Polski ostatecznie została zlikwidowana w 1846 roku. Nie powiodły się plany organizacji związane z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, jak również te, które miały doprowadzić do powszechnej rewolucji społecznej. Z drugiej strony znacząca okazała się wizja walki klasowej pomiędzy chłopami pańszczyźnianymi a szlachtą ziemiańską, wizja podziału własności i, w szerszym kontekście, poparcie dla konkretnych form socjalizmu, w szczególności zajmujących się niesprawiedliwością systemu feudalnego. Warto zaznaczyć, że zdaniem historyka Petera Brocka, to właśnie w działalności Ludu Polskiego należy szukać genezy historii wschodnioeuropejskiego narodnictwa.

Opisana wyżej działalność polityczna zapewniła ważne miejsce Polakom z Portsmouth w historii rozwoju ruchu socjalistycznego. Jednakże życie codziennie w Anglii dla wygnańców okazało się niemałym wzywaniem. Wielu z nich jedynie przez krótki czas mieszkało w samym Portsmouth. Do 1849 roku zaledwie 73 żołnierzy (a przypomnijmy, że Marianne opuściło 212 powstańców) przebywało w nadmorskiej miejscowości, zaś w 1860 roku było ich już zaledwie 35. Niektórzy przeprowadzili się do innych miast Anglii, byli też tacy, którzy zdecydowali się zacząć nowe życie w Ameryce, lub, jak można przypuszczać, wrócili na polskie terytoria. Większość żołnierzy przebywających w Wielkiej Brytanii żyła w skrajnej nędzy utrzymując się z żołdu wypłacanego przez brytyjski rząd. Mieszkali w byłym Szpitalu Wojskowym, następnie w komunalnych mieszkaniach w Portsea i w rejonie Landport. Nie wolno zapomnieć, iż, powstańcy wiele wycierpieli w przeszłości: w młodości pracowali jako chłopi pańszczyźniani, walczyli w Powstaniu Listopadowym, przetrwali niewole w pruskich więzieniach, wreszcie – niezwykle trudną podróż przez wzburzone Morze Północne. Nie byli ludźmi młodymi, wielu z nich w momencie przybycia do Portsmouth przekroczyło już czterdziesty rok życia. Nic zatem dziwnego, że niektórzy z nich zamknęli się w sobie, szukali pocieszenia w alkoholu, stronili od kontaktów z tubylcami i woleli przebywać w towarzystwie rodaków. Jednakże byli i tacy, którzy zaangażowali się w lokalne życie i bratali się z mieszkańcami Anglii. Na przykład niejaki Tomasz Lepik, były saper, w Portsmouth pracował jako krawiec, zaś w 1839 roku pojął za żonę Sarah Ross, córkę lokalnego tapicera. W 1841 roku przyszła na świat ich pierwsza latorośl, w kolejnych latach zaś dziewięcioro następnych dzieci. Do 1861 roku Tomasz, Sara i trzy najstarsze córki pracowali w przemyśle odzieżowym. Inny polski emigrant, Michał Kisielewski, wżenił się w tę samą rodzinę co Lepik – w 1838 roku poślubił Mary Ann Ross, drugą córkę wspomnianego już tapicera. Michał również został krawcem, podczas gdy jego najstarszy syn Alfred poszedł w ślady teścia (został tapicerem), zaś młodszy, William, służył w Armii Królewskiej. Michał zmarł w Portsmouth w 1882 roku, dożył 74 lat6 .

Polish Memorial, Kingston Cemetery, Portsmouth - Pomnik Powstańców Listopadowych
Polish Memorial, Kingston Cemetery, Portsmouth - Pomnik Powstańców Listopadowych
Polish Memorial, Kingston Cemetery, Portsmouth - Pomnik Powstańców Listopadowych
Polish Memorial, Kingston Cemetery, Portsmouth - Pomnik Powstańców Listopadowych

W lokalnych spisach ludności, aktach małżeństwa i świadectwach zgonu długo jeszcze można było się natknąć na polskie nazwiska, zapisywane wprawdzie z błędami. Natomiast w rejestrach publicznych, czasopismach i periodykach pojawiały się coraz to rzadziej, co było naturalną koleją rzeczy – w latach 1850-1860 wielu emigrantów z Polski osiągnęło kres swego życia. Na koniec warto podkreślić, że z czasem mieszkańcy Portsmouth przyzwyczaili się do rezydentów z Polski. Na przestrzeni trzydziestu lat pobytu w Anglii uchodźcy przestali być traktowani jako egzotyczni i czarujący rewolucjoniści (chociaż pozostali wierni swym radykalnym poglądom), ale stali się codziennym elementem życia nadmorskiej miejscowości.

POLSKIE PORTSMOUTH

1. Podobne wieczory artystyczne, choć już mniej ambitne, oferowały także inne znane puby, w tym „Queen Charlotte’s Head” i „The Mitre”. Salisbury and Winchester Journal, 10 March 1834

2. Ang. Assembly Hall – aula, sala komferencyjna. Pomieszczenie brytyjskich w budynkach państwowych i sakralnych, w którym odbywają się wydarzenia o charakterze politycznym, kulturalnym, religijnym i towarzyskim. (przyp. tłum.)

3. Co prawda wydano zaledwie kilka numerów.

4. Czartyzm (z ang. chartism, od charter – karta) był to masowy ruch polityczny klasy robotniczej, jego założyciele postulowali m.in. wprowadzenie prawa wyborczego dla mężczyzn, stworzyli kilkanaście dokumentów nazwanych kartami, które to spotkały się z pełnym entuzjazmu wsparciem obywateli Wielkiej Brytanii. (np. karta z maja 1842 roku została podpisana przez ponad trzy miliony osób). Mimo to Czartystom nie udało się zdobyć poparcia Parlamentu i ich wnioski zostały odrzucone.

5. 15 lipca 1840 roku Wielka Brytania podpisała z Austrią, Prusami, Rosją oraz z Imperium Osmańskim „Konwencje Londyńską” – porozumienie, którego celem była normalizacja stosunków z Imperium Egipskim. Rok później Rosja, Wielka Brytania, Francja, Austria i Prusy zawarły kolejne porozumienie – „Londyńską Konwencję Cieśnin” – regulujące sytuację prawną cieśnin czarnomorskich.

6. Warto wspomnieć, że ani Tomasz Lepik, ani Michał Kisielewski nie podpisali się pod manifestem ogłoszonym w 1835 roku.

10. Thomas McLean, The Other East and Nineteenth British Literature (Basingstoke: Palgrave, 2012), p. 119; Milosz K. Cybowski, ‘The Polish Question in British Politics and Beyond’ (Unpublished PhD Dissertation, University of Southampton, 2016), pp. 101-102.